Warszawa - What, Where, When: "(...) Panuje tu atmosfera meksykańskiej fiesty, meksykańska muzyka i wyśmienite jedzenie; trudno uwierzyć, że jesteśmy w centrum Warszawy przy ulicy Senatorskiej. Ale skoro lokal przyjął nazwę od wulkanu Popocatepetl, u stóp którego rozlokowało się Mexico City, to nic dziwnego, że jest tu gorąco (...) Ci, którzy mieli okazję być w Meksyku a odwiedzają teraz warszawska restaurację stwierdzają, że serwowane tu potrawy ro prawdziwe specjalidades. Wpisy do złotej księgi potwierdzają, że lokal, którego logo zdobi aztecki znak wulkanu znalazł uznanie smakoszy oraz stałych bywalców."
Super Ekspress, Informator 7 dni: "Zupełnie inną restauracją jest serwujące meksykańską kuchnię El Popo przy ulicy Senatorskiej. Wnętrze, pomimo swej przestronności, jest bardzo ciepłe i przytulne. Azteckie malowidła, sombrera, kaktusy i grill z otwartym ogniem na środku sali. Nie można też narzekać na menu. To co jedliśmy było znakomite a "półmisek specjalności meksykańskich dla dwóch osób" starczyłby z powodzeniem dla czterech i to głodnych."
Rzeczpospolita, Stolnica, 16.07.2004: "Niezwykły letni ogród urządziła na lato familia Kręglickich, w miejscu wymarzonym na wszelkie kuchenne działania, z kapitalnym klimatem i jakąś nostalgiczna nutą. Zza grubego muru XIX-wiecznego fortu bucha dymem otwarta kuchnia, flanki i trawnik opanowały smakowite zapachy. Królują tu potrawy z rusztu, smaki slowfoodowe, greckie - feta, tzatziki,i międzynarodowe - żeberka bbq, karkówka marynowana w piwie, sałaty a nawet pasta. Dodatkowo historyczny dziedziniec ma przyjazną akustykę, z płyt grają Miles Davis i Diana Krall, a w tle jako konkurencyjne wokalistki wtórują im meczące kozy. Kuchnia jest tutaj szalenie prosta, letnia, bez silenia się na nie wiadomo co. Najbardziej apetyczny jest chyba zapach dymu, bo od wejścia buduje atmosferę i wykręca smakowe kubki. Czuć go w żeberkach czy w tłuściutkim, chrupiącym boczku. Pomysłowi na to miejsce towarzyszy piękna myśl, że tradycyjne produkty maja wyjątkowy smak. Chylę głowę przed pomysłem i donoszę, że Forteca to pierwszy slowfoodowy ogródek w Warszawie. Przy przyrządzaniu potraw wykorzystywane są tutaj regionalne składniki i specjały objęte rekomendacją Slow Food Polska. Dba sie o jakość i autentyzm produktów i tym samym próbuje odbudować inną, może zapomnianą wrażliwość i apetyt... Tak więc Forteca niczym obronna wieża stoi na straży naszych polskich specjałów - oscypka, bundzu i gołki. Z tego powodu obowiązkowo na pierwszy rzut musiała pójść deska slow food, czyli tradycyjnie wyrabiane wędliny i sery prosto z Podhala, same wybitne rarytasy. (...) Te wszystkie wspaniałości są podawane z pajdą chleba odkrojona z wielkiego bochenka pieczonego na zakwasie i umorusaną grillową sadzą. Wystarczyło tylko powąchać kromkę chleba, a już zrobiło się nieziemsko smacznie."
Gazeta Wyborcza, Letnie Ogrody Warszawy, 09.07.2004: "Forteca - Ogród Letni to nowe miejsce w starym forcie na Nowym Mieście (w Parku Traugutta, vis-a-vis Wytwórni Papierów Wartościowych). Do tej pory odbywały się tam pojedyncze imprezy. (...) Odkąd działa Forteca, ogród pod gołym niebem na dziedzińcu fortu, warszawiacy mają szerszy dostęp do tej niezwykłej ceglanej budowli wzniesionej podobno w połowie XIX wieku. Forteca - Ogród Letni, bo tak brzmi pełna nazwa lokalu Agnieszki i Marcina Kręglickich, ma otwartą kuchnie i atrakcję w postaci dwóch kózek pasących się na dachu fortu. Jest też placyk dla dzieci. Zjeść tu można sałaty, makarony i dania z grilla. Potrawy są przygotowywane z produktów rekomendowanych przez organizację Slow Food Polska, która szczególną wagę przywiązuje do produktów regionalnych, tworzonych tradycyjnymi metodami. Dlatego w Fortecy można popróbować pieczonego oscypka czy sałaty z kurczakiem i bryndzą."
Maciej Nowak, Gazeta Wyborcza, Warszawa pełna gębą: "Tapas Bar należący do rodzeństwa Kręglickich, usytuowany na zapleczu placu Grzybowskiego a zatem niemal w centrum, pozostaje wszak na obrzeżu zwyczajowych warszawskich szlaków. Ja sam dotarłem tam dopiero kilka dni temu. I od razu się w nim zakochałem. (...) Pełne ciemnego drewna, sympatycznie wnętrze, które równie dobrze można kojarzyć z Hiszpanią, co i każdym innym krajem, gdzie ludzie lubią jeść. Zaraz po miłym interierze kolejna przyjemność Tapas Baru to pełna szelmowskiego wdzięku kelnerka: zna się na miejscowych specjalnościach, umie właściwie podpowiedzieć. To za jej radą firmowy półmisek tapas wzbogaciliśmy kilkoma dodatkowymi cudami. Najpierw była to grillowana, obrana ze skórki papryka wypełniona dorszem (rewelacja!), potem pulpeciki cielęco-wieprzowe w potrawce z ziemniaków i zielonego groszku (genialne!), dalej - pałki kurczacze duszone w białym winie z całymi ząbkami czosnku (klękajcie narody!) i jeszcze kompozycja z ciemnych i jasnych anchois na plastrach pomidorów z dodatkiem kaparów (mniam, mniam!). A przecież i sam półmisek był całkiem całkiem: omlet z ziemniakami, małe ośmiorniczki duszone w czerwonym winie, małe krokieciki z sera, smażony boczniak i chrupiące pierożki z nadzieniem z tuńczyka (...) Kolekcja tapas spokojnie może wystarczyć za cały obfity posiłek. Ale mnie nigdy nie interesuje mniej. Mnie zawsze potrzeba więcej. Dlatego też poprosiłem jeszcze o duszony duet kurczaczo-króliczy oraz żeberka w warzywach. To było po prostu pyszne. Aromaty duszonych mięs i warzywek dopełniały się tak harmonijnie, że w duszy mej zapanował krzepiący spokój. Spokój, w który po chwili wtargnęły emocje najwyższej miary: paella pollo y marisco, czyli patelnia pełna ryżu zapiekanego z owocami morza i kawałkami kurczaka. Generalnie lubię tę chlubę hiszpańskiego stołu, jednak u Kręglickich jakość paelli osiągnęłą naprawdę wyżyny: ryż był akuratnie dosmaczony na brązowo, wszelakich morskich stworzeń pełna obfitość, a i kurczaka nie brakowało. Jedynie gorycz zielonej papryki nieco dręczyła me podniebienie. Wkrótce ukoił je jednak wilgotny, gruzełkowaty, wspaniały placek czekoladowy oraz niemniej wstrząsające lody o smaku herbatnikowym(...)"
Polityka, Styl: "Opisywaliśmy już parokrotnie warszawskie restauracje z grecką kuchnią. Żadna z nich jednak nie może się równać z tą na Saskiej Kępie. W niewielkim pawilonie przy ulicy Egipskiej zaaranżowano prawdziwie grecką tawernę. Nieregularnie ustawione stoliki, grecka muzyka i zapach doskonałej oliwy już od progu witają smakoszy, przywodząc im na pamięć wyspy na Morzu Egejskim. (...) Sporo potraw - zgodnie z grecką tradycją - jest z jagnięcia. Paidakia - kotleciki jagnięce z kostką - bardzo smaczne. A arni kleftiko, czyli jagnięcina z warzywami pieczona w pergaminie to szczyt wyrafinowania."
Businessman, Tawerna pachnąca ziołami: "Dbałość o wystrój lokalu idzie w parze z jakością kuchni. Jedzenie w Santorini jest tak dobre, że zadowoli nawet najbardziej wymagającego smakosza."
Piotr Bikont, Jadłem w..., Gazeta Wyborcza, 31.05.1996: "Wróżę, że nowo otwarte Santorini stanie się warszawskim przebojem lata i najmodniejszym miejscem na randki. Chociaż z zewnątrz prezentuje się zupełnie niepozornie - lokal mieści się w typowym gierkowskim pawilonie handlowym - w środku za to jest jak w bajce: nagle przenosimy się kilkaset kilometrów na południe, w rozgrzane słońcem ściany egzotycznej restauracyjki nad Morzem Śródziemnym. Jest pięknie i romantycznie."